Sądy lekko zamrożone

Sądy lekko zamrożone

– Nie dość, że zostały te stare sprawy sprzed pandemii, to pojawi się wiele nowych. Bo ludzie mają jakieś roszczenia i chcą ich dojść. A dłużnicy nie płacą, bo na przykład stracili pracę. Osoby nie będą płaciły rat kredytów… To jest normalne następstwo kryzysu – mówi Krzysztof Koczenasz, prezes Sądu Rejonowego w Wałczu w rozmowie z Małgorzatą Chruścicką.

Czy sądy są odmrożone?

-Sądy chcą pracować, ale nie mogą, dlatego, że jest zagrożenie epidemiologiczne. Jeśli mówimy o środowisku lokalnym, o Wałczu i okolicach, zagrożenie wydaje się obecnie prawie żadne, bo mamy potwierdzone zaledwie 4 zakażenia. Ale do naszego sądu byłyby wzywane osoby z całej Polski, o których nie wiemy, z kim i kiedy miały kontakt. I to jest to niebezpieczeństwo. Pierwotnie miały być rozpoznawane wszystkie sprawy, w pewnych określonych warunkach. Warunki miał wskazać Minister Sprawiedliwości. Ale z tych warunków zrezygnowano, dlatego że – tak ja to interpretuję – Minister Sprawiedliwości nie chciał brać na siebie żadnej odpowiedzialności. Zresztą od początku tej epidemii prawie się nie odzywa, też jeśli chodzi o zabezpieczenie sądów i pracowników tych sądów.
Na początku to my sami musieliśmy podjąć pewne kroki, bo z góry nie było żadnych decyzji. Po jakimś czasie przyszła pierwsza rekomendacja. Ale pierwsza decyzja była dopiero w tak zwanej drugiej tarczy. Wprowadzono wtedy przepis ustawowy o praktycznym zamknięciu wszystkich sądów. Zobligowano nas do odwołania wszystkich spraw, oprócz tych tak zwanych pilnych, które zostały wymienione w ustawie. W praktyce, u nas były to działania w sprawach aresztowych, w sprawach ściśle opiekuńczych nad dziećmi oraz wynikających z ustawy psychiatrycznej.

Czyli gdy minister wydał decyzję o zamknięciu sądów, one i tak już były zamknięte. Czy dobrze zrozumiałam?

– Minister nie wydał żadnej decyzji. Pierwsza i kolejne to były moje decyzje i decyzje wszystkich prezesów sądów w Polsce, podjęte ze względu na bezpieczeństwo. Dlatego że zdarzyły się przypadki, kiedy musiano zamknąć na kwarantannę wszystkich pracowników sądu. Obecnie nie wiadomo, jak będzie w Sądzie Okręgowym w Koszalinie, gdzie jedna z osób pracujących w sekretariacie jest zarażona. Nie wiedzą co zrobić. Na razie jest tak zwane dochodzenie epidemiologiczne. Sanepid ustali kontakty, podejmie decyzje o izolacji lub kwarantannie. Inne osoby w sądzie też czują się zagrożone, bo nie wiedzą, czy zetknęły się z zarażonymi i czy to zetknięcie było bezpieczne, czy nie.

Trzecia tarcza podobno otworzyła sądy?

– Po zniesieniu drugiej tarczy, kiedy wprowadzono trzecią, czyli od połowy maja, sądy powinny ruszyć, ale też decyzję pozostawiono nam. Podstawę do wydania decyzji stanowi ustawa o ustroju sądów oraz rozporządzenie Rady Ministrów. O prawnych podstawach tego rozporządzenia wolałbym nie mówić, gdyż w praktyce samo rozporządzenie popieram, bo sytuacja jest taka, a nie inna.

Jaką Pan podjął decyzję?

– Wydałem zarządzenie, że sąd będzie pracował, będą wyznaczane rozprawy, ale tylko w sprawach, które sędziowie uznają za pilne i które da się w miarę bezpiecznie przeprowadzić. Nie można zagwarantować stuprocentowego bezpieczeństwa. Sąd, jako budynek, będzie zamknięty dla osób, które chcą sobie tylko wejść do sądu. Wejść będą mogły tylko osoby wezwane lub te, które mają prawo uczestniczyć w czynności, która będzie się odbywała. Co więcej, nie mogą być cały dzień. Muszą się zjawić najwcześniej 10 minut przed wyznaczoną porą czynności. Po czym, po wykonaniu czynności, opuszczą teren sądu.
Przy wejściu mamy już automat do dezynfekcji rąk. Osoby będą musiały mieć maseczki i wskazane jest, aby miały także założone rękawiczki. Oczywiście nie mogą być chore, dlatego będziemy mierzyć temperaturę. Osoby objęte kwarantanną powinny o tym zawiadomić sąd, nie stawiać się i ich nieobecność będzie usprawiedliwiona, a ewentualna czynność zostanie dokonana kiedy indziej. Mamy też sprawy wieloosobowe, gdzie nie jesteśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwa, więc prawdopodobnie nie będą na razie wyznaczane.
Wszyscy się przyzwyczaili do budynku sądu, ale on nie spełnia obecnych wymogów. Ten budynek pochodzi z XIX wieku. Był pomyślany na tamte, zupełnie inne potrzeby. Mamy XXI wiek i nie jesteśmy w ogóle dostosowani do zwiększonego obrotu gospodarczego, do zwiększonego ruchu, większej liczby ludności. Wychodzi nam teraz „tanie państwo”. Sale rozpraw powinny być na parterze, sekretariaty u góry, żeby nie było dostępu do nich innych osób, żeby nie było potencjalnego zagrożenia dla pracowników. Jeden zarażony pracownik to właściwie wyłączony cały sąd i kwarantanna. Sprawy pilne wtedy zgodnie z przepisami przekazywane są za pośrednictwem sądu apelacyjnego do innego sądu.

Jeśli dobrze zrozumiałam, to sami sędziowie teraz decydują, które sprawy mogą być rozpatrywane?

– Dokładnie o tym, które sprawy można bezpiecznie przeprowadzić. Jeśli chodzi o procedurę, to w sprawach cywilnych powstała taka możliwość, że jeżeli strony się zgodzą, to rozpoznanie może być niejawne. Niejawne w tym sensie, że bez obecności stron, tylko z ich pisemnymi stanowiskami. Bez ich zgody sprawa musi się odbyć w sposób tradycyjny. Nie mamy warunków technicznych do telekonferencji. Ale o czym tu mówić, skoro duże sądy mogą przeprowadzić tylko jedną video-konferencję dziennie, bo do tego potrzeba – oprócz sprzętu – również łączy i odpowiednich programów, które zagwarantują bezpieczeństwo. Nie mamy tego. My się zastanawiamy, czy nam wystarczy pieniędzy na podstawowe środki do dezynfekcji.
Zlikwidowano nam sprzątaczki, aby obciąć etaty. Sprząta firma zewnętrzna. I teraz jest problem. Chcemy inne czynności, na przykład dezynfekcję, konieczny jest aneks do umowy i nowe pieniądze. Zamiast policji sądowej, mamy firmę ochroniarską. Pracownik ochrony pracuje w określonych godzinach, a wychodząc zamyka budynek, więc ta szumnie zapowiadana praca sądu na dwie zmiany jest nie do zrealizowania w naszym przypadku.

To jest powód, dla którego nasz sąd nie może pracować na dwie zmiany?

– Nie jedyny. Obsada jest tak szczupła, że nie jesteśmy w stanie zapewnić dwóch zmian. Nie mamy też sal odpowiednio przygotowanych. Nasze nie gwarantują bezpieczeństwa. Chodzi o odległości przede wszystkim, ale też możliwość wietrzenia. Mamy małe sale. Nawet ta największa ma tylko 75 metrów kwadratowych. Większych spraw nie da się tam zrobić, dlatego jest zakaz wstępu publiczności. Dodatkowe dwie osoby wejdą i już strony nie mogą wejść. Trzeba to zrozumieć.

Ile spraw odbyło się od ogłoszenia pandemii?

– Od połowy marca praktycznie rozpraw nie było, oprócz kilku spraw pilnych, aresztowych oraz rozstrzygniętych na posiedzeniu. W kwietniu też było tylko kilka posiedzeń sądowych. Ale to nie znaczy, że sąd nie pracował. Na przykład wiele spraw karnych nadaje się do wyroków nakazowych, a spraw cywilnych do nakazów zapłaty. Dzięki temu, że odblokowano terminy, wyroki już zostały wysłane i odebrane.

Co to znaczy, że odblokowano terminy?

– Od 31 marca do 23 maja nie biegły terminy procesowe. Polegało to na tym, że jeśli ktoś miał do złożenia apelację albo zażalenie albo jakąkolwiek czynność w określonym terminie, to ten termin nie biegł, on był zawieszony i ponownie zaczął biec od 23 maja. W praktyce nie kończył się 23 maja – ponieważ 23 maja był w sobotę – a 25 maja, o czym wiele osób prawdopodobnie nie wiedziało.

Od 26 maja pojawiły się jakieś sprawy na wokandzie?

– My nie wyznaczaliśmy na maj jeszcze żadnych terminów, bo nie mieliśmy kiedy tego zrobić. Sądzę, że sprawy będą się odbywały dopiero po Bożym Ciele, dlatego że musieliśmy wysłać wezwania. A na skuteczne doręczenie wezwania potrzebujemy około 28 dni.

Czy przed pandemią długo czekało się w sądzie na rozprawę?

– Sprawy były załatwiane w zasadzie na bieżąco. Najwięcej zaległości było w wydziale cywilnym. Przez wiele lat w tym wydziale było za mało sędziów, pamiętam okres, gdy był tylko jeden. Od jakiegoś czasu mamy czterech, dzięki temu zaczęliśmy wychodzić z zaległości. Niestety, w czasie pandemii ilość spraw czekających na rozpoznania znów wzrosła. Dobrze, że wpływało stosunkowo mało nowych. Ludzie nie wysyłali, bo bali się chodzić na pocztę. Ale to się skończyło. Nie dość, że zostały te stare sprawy, to pojawi się wiele nowych. Bo ludzie mają jakieś roszczenia, chcą ich dojść. A dłużnicy nie płacą, bo stracili na przykład pracę. Osoby nie będą płaciły rat kredytów… To jest normalne następstwo kryzysu.

Czyli termin oczekiwania na rozprawę wydłuży się?

– Tak, ale nie wiemy, jak bardzo. Nie wiemy, jak długo będzie trwało zagrożenie. Jesteśmy na początku, a nie mamy leków, nie mamy szczepionki, nie mamy niczego. Jedyną szczepionką jest obecnie sam człowiek. Jak się uodporni, przeżyje.

Dziękuję za rozmowę.