Serce trochę boli

You are currently viewing Serce trochę boli

Na Zatorzu odbyło się 23 maja spotkanie mieszkańców z burmistrzem Wałcza Maciejem Żebrowskim. Rozmowy dotyczyły budowy ścieżki rowerowej do Ostrowca, remontu ulicy Gdańskiej oraz remontu ulicy Chełmińskiej.

W czasie spotkania burmistrz poinformował, że 2 maja otwarty został trzeci przetarg na budowę ścieżki rowerowej do Ostrowca i ul. Chełmińskiej. Dwa poprzednie postępowania zostały unieważnione z powodu ceny. Jak tłumaczył burmistrz, chodzi o dwa projekty: na budowę ścieżki rowerowej i remont ul. Chełmińskiej, ale zawierające się w jednym przetargu. Ścieżka ma być gotowa jeszcze w bieżącym, a najpóźniej w przyszłym roku. Jej cena ma wynieść 2,7 miliona złotych, a zawierać ma nawierzchnię asfaltową, oświetlenie plus barierki. W pierwszym, odwołanym przetargu koszt budowy ścieżki wyceniono na około 4 mln. złotych, czyli – jak mówił burmistrz – udało się zaoszczędzić 1,3 mln. złotych.
far

Od autora: W spotkaniu uczestniczyłem w dwóch wcieleniach: jako dziennikarz, ale również jako osoba osobiście zainteresowana tematem remontu ul. Gdańskiej i rozwiązania problemu właścicieli garaży, którzy mają notorycznie utrudniony lub wręcz uniemożliwiony dostęp do swoich nieruchomości, za które oczywiście płacą podatki.
Najpierw wypowiem się jako współużytkownik jednego z garaży przy ul. Gdańskiej. Sprawę zgłaszałem wielokrotnie. Pojawiali się kolejni naczelnicy wydziałów, a jedynym efektem spotkań z nimi było „wyrównanie” ziemi przed garażami. Nie wiem, ile to kosztowało, ale zakładam, że niemało. Ostatni remont był wykonany 23 kwietnia 2021 roku i dziś nie ma po nim nawet śladu. Na prośbę sąsiadów sporządziłem kolejne pismo i złożyłem je do Urzędu Miasta, wnioskując w nim o ustawienie znaku zakazu postoju wzdłuż garaży na Gdańskiej. Wkrótce w tym miejscu znów pojawił się naczelnik w towarzystwie funkcjonariusza Straży Miejskiej. Pan naczelnik zaczął szukać rozwiązania, ale nie takiego, żeby pomóc właścicielom czy użytkownikom garaży, tylko zastawiającym je kierowcom. Pomysłów było kilka, między innymi budowa torów „podejścia” do garaży za pomocą metalowych słupków i łańcuchów. Trudno o większy absurd, bowiem równie dobrze można byłoby zatrudnić któregoś ze strajkujących kontrolerów lotów z Okęcia i na zbiegu Gdańskiej i Wojska Polskiego postawić mu wieżę, żeby prowadził profesjonalne naprowadzanie do garaży.
Na koniec pojawiło się coś, co można odebrać jako szantaż.

  • Chcecie znak? – naczelnik był już chyba zirytowany. – To jest 15 sekund, żeby postawić, ale wtedy nikt nie będzie mógł parkować przed swoimi garażami.
    Otóż właśnie tak według naczelnika miałaby wyglądać pomoc dla płacących podatki właścicieli garaży: jeśli uprzecie się przy postawieniu znaku, to sami tu nie postawicie samochodu! Co za tym idzie, ktoś podjeżdżający na chwilę pod swój garaż, nie mógłby wypakować zakupów, zanieść ich do domu, a po kilku minutach zejść i jechać dalej. Musiałby wprowadzić samochód do garażu, żeby wypakować zakupy, a potem znów wyprowadzić samochód z garażu i dopiero jechać. A co z posiadaczami dwóch samochodów, z których jeden stoi w garażu, a drugi przed nim? Otóż według Urzędu to właśnie oni stanowią prawdziwy problem. Ci, którzy zastawiają garaże, problemem nie są…
    Warto dodać, że cały ten problem rozwiązałoby postawienie znaku zakazu postoju z adnotacją: nie dotyczy właścicieli i użytkowników garaży, lub tabliczki graficznie przedstawiającej dozwolony (prostopadle do garaży) i niedozwolony (równolegle do garaży) sposób parkowania. Wystarczy chcieć. Na pismo do dnia dzisiejszego (23 maja 2022 r.) nie dostałem odpowiedzi – mimo że od jego złożenia upłynął już ponad miesiąc.
    Na spotkaniu z burmistrzem pokazano koncepcję remontu ul. Gdańskiej. Wynika z niej tyle, że problem z zastawianiem garaży mieliby mieć teraz właściciele garaży, stojących po drugiej strony ulicy. Do tego dość irracjonalne wydaje się rozmieszczenie pasów zieleni. Wyeliminowana została również możliwość dojazdu bezpośrednio od drogi i postawienia samochodu przed swoim garażem. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. Przed ich podjęciem ma być zorganizowane jeszcze jedno spotkanie z projektantem, podczas którego mieszkańcy będą mogli wnieść swoje zastrzeżenia. A kiedy możliwy będzie remont Gdańskiej? Podobno w przyszłym roku, choć radni w to wątpią, a to oni w końcu przyznają środki. A do czasu remontu ma być rozważona możliwość… ustawienia znaku zakazu postoju.
    Z ul. Gdańską cierpliwie poczekam na odpowiedź na pismo.
    Teraz jako dziennikarz odniosę się do budowy „miejskiego” fragmentu ścieżki rowerowej z Wałcza do Ostrowca, na której zdaniem burmistrza Macieja Żebrowskiego, Urząd zaoszczędził 1,3 miliona złotych. Widzę w tym fajną grę słów, godną najlepszych speców od propagandy. Bo jak to się ma do zakończonej pod koniec ubiegłego roku budowy ścieżki z Ostrowca do Wałcza, którą wykonała Gmina Wałcz? Za ponad trzykrotnie dłuższy odcinek wójt Jan Matuszewski zapłacił wykonawcy 570 tysięcy złotych. Więc ile zaoszczędziła gmina względem miasta? Fakt nr 1: „gminna” ścieżka wykonana została w trochę niższym standardzie, ale jeśli porozmawiać z użytkownikami ścieżki, to większości z nich taki standard w zupełności wystarcza. Czyli: ile zaoszczędził wójt i dlaczego się tym nie chwali? Fakt nr 2: gmina wykonała swój odcinek ścieżki wcześniej.
    Ale co stało na przeszkodzie, żeby miasto zdecydowało się na budowę ścieżki w tym samym czasie, co gmina? Nawet w tym wyższym standardzie, koszt realizacji miejskiego odcinka szacowano wówczas na maksimum 500 tysięcy złotych. Czyli gdyby miasto zdecydowało się wybudować swój kawałek wcześniej, to zapłaciłoby o wiele mniej. W efekcie zamiast mówić o oszczędnościach rzędu 1,3 miliona złotych, może lepiej byłoby powiedzieć o stracie w wysokości 2 milionów zł?
    Każde z tłumaczeń jest dobre, w zależności od tego, co trzeba uzasadnić. Dla burmistrza zapewne jest to oszczędność, ale zakładam, że dla opozycji jest to strata. Tym bardziej, że jeśli chodzi o budowę ścieżki, to radni deklarowali przesunięcie środków, aby w każdym momencie móc zrealizować to zadanie. Ktoś zdecydował o wpisaniu inwestycji do Polskiego Ładu – tyle, że teraz realne ceny bardzo mocno wyprzedziły szacunki i w efekcie do państwowej dotacji trzeba będzie sporo dołożyć. Okazuje się, że pośpiech bywa wskazany nie tylko przy łapaniu pcheł…
    A jeśli chodzi o moje osobiste zdanie, to mam dylemat. Z jednej bowiem strony ścieżka jest oczywiście potrzebna i kłamałbym mówiąc, że nie cieszę się, iż wreszcie może powstanie. Z drugiej jednak strony serce troszkę mnie boli, bo jednak 2,7 mln. złotych za kilkaset metrów rowerowego szlaku wydaje mi się kwotą mocno przesadzoną…