Paraboks rywala Główki

You are currently viewing Paraboks rywala Główki

W sobotę 30 kwietnia w hali Szkoły Podstawowej nr 5 na Dolnym Mieście podczas gali Knockout Boxing Night 21 po 13-miesięcznej przerwie zwycięsko powrócił na ring były dwukrotny mistrz świata federacji WBO w kategorii junior ciężkiej Krzysztof „Główka” Głowacki.

Wychowany i ukształtowany w Wałczu bokser zaczyna odbudowywać swoją karierę na zawodowych ringach. Wrócił między liny po dwóch kolejnych porażkach: z Mairisem Briedisem oraz Lawrence’m Okoliem. Od ostatniej walki Główki – właśnie z Okoliem – upłynęło 13 miesięcy, w czasie których wychowanek trenera Henryka Staś dochodził do siebie po przegranej przez nokaut, przeszedł operację łokcia oraz leczył kontuzję dłoni. Uległ jej na finiszu przygotowań do walki, która miała odbyć się w grudniu ub. roku.
Po swojej ostatniej walce Krzysztof Głowacki przestał współpracować ze swoim wieloletnim trenerem Fiodorem Łapinem i przeszedł pod opiekę nowego szkoleniowca – Andrzeja Liczika.
Zbieg tych wszystkich okoliczności sprawił, że promotor Główki Andrzej Wasilewski postanowił zakontraktować mu na powrót do ringu łatwiejszego przeciwnika. Wybór padł na Meksykanina Francisco Ruiza, legitymującego się niezłym rekordem 15 zwycięstw w 20 walkach.
Tyle, że liczby nie walczą. Już na ceremonii ważenia, która odbyła się w firmie Eagle Lasers, Ruiz zaprezentował mało sportową sylwetkę i sprawił wrażenie ociężałego. Potwierdziło się to w czasie sobotniej walki.
Główce zależało, aby jego powrót na ring odbył się w rodzinnym Wałczu. Promotor spełnił jego życzenie. Partnerem gali 21. Knockout Boxing Night zostało miasto Wałcz, a transmitowała ją na żywo TVP Sport.
Na trybunach hali na Dolnym Mieście zasiadło kilkuset widzów, a wśród nich burmistrz Wałcza Maciej Żebrowski i jego zastępca Adam Biernacki, starosta Bogdan Wankiewicz oraz radni Rady Powiatu i Rady Miasta. Obecni byli także rodzice Krzysztofa Głowackiego i jego żona Anna, a w narożniku Główki obecny był jak zwykle jego brat Jacek. Burmistrzowi honory gospodarza wydarzenia pomagał pełnić właściciel firmy Eagle Lasers Marcin Ejma.
Pojedynki poprzedzające walkę wieczoru nie stały na zbyt wysokim poziomie i nie wywołały wśród widzów większych emocji: Kamil Bednarek pokonał Iago Kizirię, Mateusz Tryc wygrał z Omarem Garcią, Tobiasz Zarzeczny okazał się lepszy od Kamila Zychiewicza, a Kamil Urbański od Gogi Kewliszwiliego.
Kibice czekali jednak wyłącznie na walkę Główki z Ruizem. Oczekiwania były spore: chłopak z Wałcza miał pokazać dobry boks i pewnie wygrać – najlepiej przed czasem – z mało znanym na światowych ringach Meksykaninem. Mało kto się jednak spodziewał, że Główka będzie walczyć z cieniem, a nie z żywym człowiekiem. Ruiz już w pierwszej rundzie dwukrotnie wylądował na deskach, a do gongu dotrwał wyłącznie dlatego, że Głowacki go oszczędził, bo chciał poruszać się w ringu dłużej, niż przez niespełna trzy minuty. W czasie dwóch następnych rund Główka wyprowadził niezliczoną ilość ciosów, które bez problemu przebijały gardę Meksykanina, choć trudno było oprzeć się wrażeniu, że nie były wyprowadzane z pełną mocą. Ruiz udowodnił, że ma twardą głowę i dużo większe wrażenie robiły na nim ciosy w korpus. Właśnie po takich uderzeniach w czwartej rundzie sędzia dwukrotnie liczył Meksykanina i w końcu zdecydował się przerwać ten bardzo nierówny pojedynek.
Po zakończonej walce komentatorzy boksu pisali, że gdyby w tej walce zamiast Ruiza rywalem Główki był bokserski worek, to wyprowadziłby on więcej ciosów, niż mało ruchliwy Meksykanin. Walka doczekała się miażdżących ocen wśród wielu ekspertów – mówili oni m.in. o kpinie oraz o kabarecie.
Równie zdegustowanych było wielu kibiców, którzy sprawili, że Główka czuł się na ringu jak w domu i cieszyli się z jego zwycięstwa, ale przekonywali, że gdyby wiedzieli, jak będzie wyglądać walka wieczoru, to na pewno nie kupiliby biletów na galę. Warto przy okazji podkreślić, że była to trzecia walka Krzysztofa Głowackiego na zawodowym ringu, stoczona w Wałczu. Wszystkie zakończyły się zwycięstwami Główki przed czasem, ale dwie ostatnie – z Delgado i Ruizem – ze względu na postawę rywali pozostawiły po sobie niesmak.

  • Nie wszyscy wiedzą, że dwa dni przed walką zmarł trener Ruiza – mówił w niedzielę burmistrz M. Żebrowski. – Myślę, że musiało to mieć wpływ na jego postawę. Tak czy inaczej, my jako miasto jesteśmy zadowoleni z tego, że byliśmy partnerami tej gali, bo o Wałczu dużo mówiło się na antenie ogólnopolskiej stacji telewizyjnej. Na poziom sportowy nie mieliśmy żadnego wpływu.
    Podczas rozmowy z reporterką TVP Sport zadowolony ze swojej pracy wydawał się być także Krzysztof Głowacki, choć podkreślił, że czas teraz na trudniejszych rywali, a jego ambicje sięgają odzyskania mistrzowskiego pasa w kategorii junior ciężkiej.
    tc