Huragan w roli głównej

You are currently viewing Huragan w roli głównej

Leśnik Manowo – Orzeł Wałcz 1-3 (0-3)

Orzeł: Odolczyk – Dybaczewski, Wesołowski, Hermanowicz, Riccio – Cerazy, Trzmiel, Haraj (46′ Gałosz), Popiołek, Wojciechowski – Kowalczuk (90′ Kowalik).

Bramki dla Orła: Marek Hermanowicz (15′), Jakub Cerazy (19′), Patryk Kowalczuk (25′).

19 lutego piłkarze Orła odrobili zaległość z rundy jesiennej, pokonując na wałeckim Euroboisku Leśnika Manowo 3-1, dzięki czemu na 2 tygodnie przed rozpoczęciem rundy rewanżowej awansowali na 6. miejsce w tabeli 4. ligi.
Sobotni mecz odbył się w oku huraganu Eunice, a ekstremalnie silne podmuchy wiatru nie tyle bardzo utrudniały grę piłkarzom obydwu drużyn, co chwilami sprawiały wręcz, że mecz stawał się parodią piłki nożnej i zaprzeczeniem sportowej rywalizacji.
Gospodarzem rozegranego w Wałczu spotkania był… Leśnik Manowo. O ile można zrozumieć, że spowodowane to było tym, że boisko w podkoszalińskiej wsi nie nadawało się do użytku, to trudno odgadnąć intencje działaczy broniącego się przed spadkiem Leśnika, którzy zdecydowali się rozegrać mecz na terenie wyżej notowanego rywala. Dodajmy, że jeszcze w sobotę rano wałeccy działacze z uwagi na bardzo trudne warunki atmosferyczne próbowali nakłonić rywali do przełożenia meczu. Ci jednak twardo upierali się, że chcą zagrać. Po ostatnim gwizdku sędziego zapewne tego żałowali, ale było już za późno…
Trener Marcin Łyjak zmuszony był złożyć skład Orła na ten mecz bez dojeżdżających z Czaplinka Marcina Resiaka i Damiana Gałosza, którzy nie dotarli na miejsce zbiórki, a z powodu awarii we wszystkich sieciach komórkowych nie było z nimi kontaktu. Oprócz nich, trener nie mógł również skorzystać z wracających dopiero do treningów po kontuzjach Cezarego Buraka, Wojciecha Suślika i Tomasza Tomczaka. Informacją, która z pewnością zasmuci wałeckich kibiców jest to, że w rundzie wiosennej nie zobaczą już w barwach Orła Huberta Górki, który pograł w rodzinnym Wałczu zaledwie przez pół roku i wrócił do Bałtyku Koszalin.
Na pewno lepiej w pierwszych 45 minutach wyglądali grający z wiatrem wałczanie, o czym zresztą świadczy wynik. Mecz rozstrzygnął się praktycznie w ciągu 10 minut. W 15. minucie swój zespół wyprowadził na prowadzenie Marek Hermanowicz. Kapitan Orła przechwycił piłkę w okolicach linii środkowej, ruszył z nią do przodu, a kiedy dobiegł do 20 metra, uderzył ze szpica. Niesiona dodatkowo podmuchem wiatru futbolówka wpadła w lewe okienko bramki Leśnika, a szczęśliwy strzelec zbierał zasłużone gratulacje od kolegów.
Kilka minut później obrońcy Leśnika wybili piłkę na rzut rożny. Do jego wykonania podszedł Jakub Cerazy. Od razu było widać, że skrzydłowy Orła spróbuje „wkręcić” piłkę bezpośrednio do bramki przyjezdnych – podobnie, jak uczynił to w jednym z meczów rundy jesiennej. I tak właśnie się stało. Tym razem dodatkowym sprzymierzeńcem piłkarza Orła był wiatr, który popchnął futbolówkę do siatki obok kompletnie zaskoczonego golkipera Leśnika.
W 25 minucie miejscowym udało się przeprowadzić dość składną akcję. Zagrana przez D. Popiołka piłka spadła pod nogi Wojciechowskiego, który krótkim podaniem po ziemi obsłużył wbiegającego w pole karne Kowalczuka, a ten strzelił nieuchronnie do siatki przy dalszym słupku.
Później wałczanie zwolnili tempo i gra trochę się wyrównała. Leśnicy byli już w stanie dłużej utrzymać się przy piłce, a ich środkowi pomocnicy próbowali uruchamiać szybkich skrzydłowych. Ważnymi momentami w tej części gry były dwa faule, których dopuścił się w środkowej strefie boiska grający z pełnym zaangażowaniem Konrad Trzmiel. Popularny Kokos wyraźnie przesadził jednak z agresją, zwłaszcza w pierwszym przypadku, kiedy został ukarany żółtą kartką. Pomocnik Orła nie wyciągnął jednak z tego żadnych wniosków i nadal grał na pełnym ryzyku. Niestety, tuż przed przerwą skończyło się to kolejnym przewinieniem, po którym sędzia sięgnął do kieszeni najpierw po żółtą, a w konsekwencji po czerwoną kartkę.
Na drugą połowę miejscowi wyszli więc personalnie osłabieni. Przyjezdnym sprzyjał też wiatr. Pierwszym poważnym ostrzeżeniem dla piłkarzy Orła był rzut wolny z ok. 20 metrów od bramki Odolczyka. Piłka po strzale jednego z graczy Leśnika zmierzała pod samą poprzeczkę, jednak golkiper miejscowych popisał się skuteczną i efektowną interwencją.
W 53 minucie Odolczyk okazał się jednak bezradny. Po składnej akcji Leśnika piłka trafiła do stojącego bez opieki w polu karnym Kozłowskiego. Jeden z najlepszych w tym meczu graczy zespołu przyjezdnych przyjął futbolówkę i mierzonym strzałem przy dalszym słupku posłał ją do siatki. Miejscowi reklamowali wprawdzie (i wydaje się, że słusznie), że przyjmując piłkę piłkarz Leśnika pomógł sobie ręką, jednak sędzia bramkę uznał.
Wynik jednak nie zmienił się już do końca i po końcowym gwizdku sędziego z pewnego zwycięstwa cieszyli się miejscowi.