Czeka ich sporo pracy

Piłkarze wałeckiego Orła zainaugurowali już przygotowania do nowego sezonu rozgrywek 4. ligi. W czwartek 4 czerwca rozegrali swój pierwszy mecz kontrolny, oczywiście bez udziału publiczności. Niestety, ulegli 1-3 zespołowi klasy okręgowej Pomorskiego Związku Piłki Nożnej Sokołowi Wyczechy 1-3.

Według wstępnego harmonogramu, ogłoszonego przez Zachodniopomorski Związek Piłki Nożnej, 4-ligowe rozgrywki rozpoczną się 18/19 lipca 2020 roku, więc do pierwszego meczu nowego sezonu został już niewiele ponad miesiąc - o ile oczywiście tych planów nie pokrzyżuje pandemia. Działacze Orła koncentrują się teraz na kompletowaniu kadry, a piłkarze pod okiem trenera Marcina Łyjaka rozpoczęli już przygotowania do rozgrywek. Zaliczyli już kilka treningów, a w miniony czwartek na stadionie przy ul. Polnej zagrali sparing z zespołem Sokoła Wyczechy (2. miejsce w klasie okręgowej Pomorskiego Związku Piłki Nożnej w niedokończonym sezonie 2019/2020).
Trener miał tego dnia do dyspozycji wszystkich podstawowych piłkarzy z poprzedniego sezonu, oprócz Macieja Michalika. Mecz na ławce rezerwowych rozpoczął ponadto Dariusz Juracki, a na murawę wybiegła jedenastka: Odolczyk - Riccio, Jaworek, Hermanowicz, Kowalczuk - Solarski, Popiołek, Trzmiel, Suślik, Cerazy - Wegner. Marcin Łyjak obserwował poczynania swoich podopiecznych z wysokości trybun.
Goście, którzy przyjechali do Wałcza w zaledwie 12-osobowym składzie, zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Okazali się zespołem szybkim wybieganym i dobrze zorganizowanym. Zawodnicy z Wyczechów byli bardzo aktywni w odbiorze, a po przejęciu piłki organizowali błyskawiczne kontry, z którymi nie do końca radzili sobie obrońcy miejscowych.
Piłkarze Orła mieli natomiast wyraźne problemy z konstruowaniem swoich akcji. Grając pod ciągłą presją razili niedokładnością w rozegraniu piłki, jednostajnym tempem i schematyzmem przeprowadzanych ataków oraz błędami w kryciu. Przegrywali też większość tzw. drugich piłek. W efekcie nie potrafili zbyt często przedostawać się pod bramkę rywali i nie stwarzali pod nią zbyt wielkiego zagrożenia.
Jednak to gospodarze mieli na początku meczu idealną okazję do objęcia prowadzenia. Po faulu w szesnastce obrońców Sokoła rzut karny wykonywał D. Popiołek, jednak strzał wałeckiego pomocnika był na tyle słaby i sygnalizowany, że bramkarz gości nie miał wielkich problemów z jego obroną.
Później było tylko gorzej. Po kolejnych łatwych stratach w środku pola piłkarze Sokoła raz za razem zagrażali bramce Odolczyka, a obrońcy Orła mieli duże kłopoty z przerywaniem ich akcji. Wreszcie stało się to, co się stać musiało - goście wybiegli na bramkę miejscowych z przewagą jednego zawodnika i bramkarz gospodarzy zmuszony był po raz pierwszy wyciągnąć piłkę z siatki.
Po stracie bramki Orzeł przyśpieszył grę, ale niewiele z tego wynikało. Obrońcy Sokoła dość łatwo przerywali schematyczne akcje miejscowych i nie dopuszczali do stwarzania groźnych sytuacji pod swoją bramką. Najgroźniej pod bramką Sokoła było po stałych fragmentach gry. Krótko przed przerwą kolejny rzut rożny zakończył się bramką wyrównującą – piłka trafiła do ustawionego na przeciwległym słupku Stolarskiego, a doświadczony skrzydłowy ładnym strzałem z woleja pokonał bramkarza Sokoła.
Na tym jednak pozytywy w grze Orła właściwie się wyczerpały. Krótko po zmianie stron goście po błędzie Riccio, który dopuścił do dośrodkowania oraz Jaworka, który nie zdołał wybić piłki, znów objęli prowadzenie, a swoje zwycięstwo przypieczętowali trzecią bramką, strzeloną po kolejnej składnej akcji.
Gry Orła nie zdołał rozruszać ani Juracki, ani młodzi piłkarze, którzy pojawili się na boisku w drugich 45 minutach meczu. Gospodarze nie zdołali odwrócić obrazu meczu, a prawdę mówiąc nie bardzo było po nich widać, że było to dla nich tego dnia najważniejsze.
Trzeba jednak pamiętać, że wałecki zespół zagrał w tym meczu po długiej przerwie i zaledwie kilku wspólnych zajęciach. Żaden z piłkarzy Orła nie „przeszedł” wprawdzie koło tego meczu, ale po większości podopiecznych Marcina Łyjaka widać było brak czucia piłki i automatyzmów w grze. Na szczęście na osiągnięcie pełnej dyspozycji zostało jeszcze trochę czasu.
Najjaśniejszymi punktami w wałeckim zespole byli w pierwszej połowie Stolarski, Kowalczuk i Cerazy. Zupełnie bezproduktywny był Wegner, choć trzeba zauważyć, że nie dostawał od pomocników zbyt wielu takich piłek, jakie lubi najbardziej - za plecy obrońców, kiedy może wykorzystać swoją szybkość. Diabeł nie czuje się też chyba najlepiej jako klasyczna „dziewiątka”. Poniżej swojego normalnego poziomu zagrali też D. Popiołek i Hermanowicz.
Generalny wniosek po czwartkowym sparingu jest taki, że nie ma powodów do rozdzierania szat, ale wałeckich piłkarzy czeka jeszcze sporo pracy do osiągnięcia optymalnej formy.
Prezes Dariusz Baran poinformował, że rozmowy ze wszystkimi najważniejszymi piłkarzami Orła o pozostaniu przez nich w klubie na kolejny sezon zakończyły się zawarciem porozumienia.
Tomasz Chruścicki