(Nie)ludzkie bydlę…

You are currently viewing (Nie)ludzkie bydlę…

Parafrazując słynny cytat z filmu pt. CK Dezerterzy: w słowniku ludzi cywilizowanych brak jest dostatecznie obraźliwego określenia na bandytę, który zastrzelił małego rysia. Niestety, najprawdopodobniej z trzech urodzonych na wolności kociaków nie przeżył ani jeden… Jest podejrzenie, że bandyta zastrzelił również pozostałe dwa kociaki i je zabrał.

Lata pracy wielu ludzi, pasjonatów, przyrodników doprowadziły do wydawałoby się udanej reintrodukcji rysia w zachodniej Polsce. Nie bez znaczenia jest fakt, że jako powiat ma w tym swój spory udział. To w Jabłonowie funkcjonuje Dzika Zagroda . Jak czytamy na ich stronie, historia rysia na tym terenie sięga 2015 roku, kiedy to wybudowano w Jabłonowie pierwsze zagrody dla rysiów.

„ (…) Już na początku 2016 r. wszystkie zagrody w Jabłonowie były zasiedlone. Tego samego roku podpisaliśmy umowę na pierwszy projekt dotyczący rysi: (…)„Powrót rysia do północno-zachodniej Polski”. W ramach przedsięwzięcia wybudowaliśmy kolejną zagrodę w Jabłonowie, 4 zagrody adaptacyjne w Dłusku oraz dwie zagrody wypuszczeniowe, położone w Nadleśnictwach: Mirosławiec i Drawsko. Celem projektu jest odtworzenie licznej i samodzielnej populacji rysi na Pomorzu Zachodnim. W projekcie przewidzieliśmy trzy drogi pozyskania rysi do reintrodukcji:

1. rozmnażanie rysi w zagrodach w Dłusku i Jabłonowie przez stale utrzymywane pary, zdziczanie – uczenie polowania i po uprzednim wyposażeniu w obroże telemetryczne wypuszczenie na wolność;

2. metoda „born to be free” – nieznacznie zmodyfikowaną – czyli utrzymywanie par w zagrodach i umożliwianie wychodzenie kociaków urodzonych w zagrodzie na zewnątrz, z możliwością powrotu, aż do ich pełnego usamodzielnienia;

3. przywożenie zwierząt urodzonych w różnych ośrodkach hodowlanych w Europie, zdziczanie, uczenie polowania i po założeniu obroży telemetrycznych wypuszczanie na wolność.

W ramach projektu zostały wytypowane 3 miejsca wypuszczania rysi na wolność: Dłusko – gmina Węgorzyno, Nadleśnictwo Mirosławiec – gmina Mirosławiec, Nadleśnictwo Drawsko – gmina Kalisz Pomorski. Zwierzęta są sukcesywnie wypuszczane od marca 2019 r. (…)”.

Kilkanaście wypuszczonych na wolność rysi radziło sobie nieźle. Co najważniejsze, pojawiły się pierwsze małe rysie, urodzone na wolności.

***

Ogrom pracy, nadzieja i pasja przyrodników przegrywają z bezdenną ludzką głupotą i barbarzyństwem. Niedawno opublikowany został filmik, na którym widać było trzy baraszkujące małe rysie. Rysie urodzone na wolności. Jak się dowiedzieliśmy w Dzikiej Zagrodzie, pracownikom udało się odnaleźć miejsce, gdzie przyszły na świat. Pobrany od nich materiał genetyczny poddany został badaniom i naukowcy określili, że rysie mają doskonałe geny. To dawało szansę na przyszłość. Że kiedy dorosną – same przekażą swoje geny kolejnemu pokoleniu.

Nie przekażą.

Do gabinetu wałeckiego lekarza weterynarii Romana Lizonia trafił jeden z małych rysi… Na sekcję zwłok. Czteromiesięczna kotka została znaleziona martwa.

– Sekcja potwierdziła, że ryś został zastrzelony – mówi Roman Lizoń. – Kotkę zabito strzałem z broni śrutowej, np. dubeltówki. Jest to broń myśliwska. Nie wyobrażam sobie, aby myśliwy pomylił rysia z kotem. To było morderstwo z pełną premedytacją. Zabicie dla samego zabicia, tylko dlatego, że ma się broń. I jestem przekonany, że zrobił to myśliwy. Szczerze mówiąc, to w tym zestawieniu mam większy szacunek do kłusowników, bo ci zabijają zwierzę w jakimś celu, głównie po to, aby je zjeść. Zabicie rysia nie ma sensu. To jest zabicie dla samego zabicia.

– Nie jestem w stanie mówić o tym bez emocji – mówi Maciej Tracz z Dzikiej Zagrody. – Znaleziony martwy ryś był jednym z trzech. Od razu zaczęliśmy poszukiwania pozostałej dwójki. W sobotę 17 września około 23.00 namierzyliśmy matkę. Udało się ją oświetlić i zrobić zdjęcia. W jej pobliżu nie było młodych. Jest sama. Z informacji jakie otrzymaliśmy wynika, że chodziła po okolicy i nawoływała kocięta. Niestety daje to podstawy do napisania najczarniejszego scenariusza. Wszystkie trzy kociaki zostały zabite, ale bandyta zabrał dwa z nich. Być może trzeciego nie mógł znaleźć. Ja nie mam wątpliwości, że zrobił to jakiś myśliwy. Co prawda koła łowieckie zaraz będą krzyczeć, że to sprawka kłusowników, ale kto obecnie kłusuje z bronią? Jaki kłusownik strzeli do małego kociaka, ryzykując wykrycie? Po co? Powtórzę: to zrobił myśliwy. Skoro panom myśliwym płaci się 600 złotych za strzelanie do loch z warchlakami i oni to robią, to zabicie kociaka jest normą. Zresztą pogląd części środowiska łowieckiego poznaliśmy, kiedy zamieściliśmy wpis o zastrzeleniu małego rysia. Pewien myśliwy napisał, że do takich szkodników powinno się strzelać. Strasznie ludzie na to zareagowali i pan myśliwy przeczytał pod swoim adresem wiele wyzwisk. Ale obrazuje to nastawienie środowiska łowieckiego.

***

Postępowanie w tej sprawie prowadzi policja w Stargardzie, bo tam doszło do zdarzenia. Rysia znaleziono martwego w miejscowości Suchanówko. Ktoś powie, że dopóki policja nie znajdzie winnego, nie powinno się zakładać, że zrobił to myśliwy. Wobec tego zarówno R. Lizoń, jak i M. Tracz przywołują zdarzenie, z 24 lutego tego roku.

– Data pamiętna, bo tego dnia rozpoczęła się wojna na Ukrainie – mówi R. Lizoń. – W pobliżu miejscowości Kalisz Pomorski został znaleziony martwy ryś. Ze wstępnych oględzin na miejscu zdarzenia wynikało, że prawdopodobną przyczyną śmierci był postrzał. Padłe zwierzę to 2-letnia samica rysia, urodzona na wolności. Jest to córka pierwszej wypuszczonej rysicy o imieniu Rózia. Pierwszy ryś urodzony na wolności po 400 latach nieobecności na naszym terenie został zastrzelony! Zainwestowano ogromne nakłady finansowe i kilkuletnią pracę wielu ludzi, aby to zwierzę zaistniało na świecie w swoim naturalnym środowisku. Padła kotka była w okresie rui. Mogła wydać potomstwo, już jako pierwsze całkowicie wolnościowe pokolenie. Była przepięknym, młodym, niezwykle cennym materiałem genetycznym, zdrowym rysiem….

Była. Jednym dotknięciem palca jakiś bandyta przekreślił wszystko.

***

Dokładna sekcja wykazała, że ryś został zabity z broni kulowej. I znów ktoś powie: kłusownik…

– To nie był kłusownik – rozwiewa złudzenia M. Tracz. – Albo może był to kłusownik, tyle, że z legitymacją związku łowieckiego. Proszę sobie wyobrazić, że na terenie, gdzie znaleziono rysia, działa koło łowieckie. Każdy myśliwy musi przed pójściem na polowanie dokonać wpisu określającego miejsce i godzinę polowania. W tym kole po znalezieniu martwego rysia ktoś wykasował książkę polowań. Ktoś? Dostęp do tego i odpowiednie kody mają tylko dwie osoby, czyli prezes koła i łowczy. Po co to zrobili? Aby ukryć, kto w tym czasie był na polowaniu w obwodzie, gdzie znaleziono zastrzelonego rysia. Zrobili to jednak nieudolnie lub za późno, bo strażnicy zdążyli ją skopiować. Dzięki temu policja wytypowała trzech podejrzanych. Rozmawiałem z policjantami, którzy są pewni, kto to zrobił, tyle, że ten mężczyzna się wypiera. Z tego co wiem, chyba jego broń została zabezpieczona do testów.

– To nie są jedyne przypadki – dodaje R. Lizoń. – Około dwa lata temu też został zastrzelony ryś. Wtedy sprawca zadał sobie wiele trudu, aby to zamaskować. Połamał rysiowi kości i podrzucił go na tory kolejowe, chcąc upozorować wypadek. Robiłem sekcję i nie ma możliwości, aby kości mogły być tak połamane od jednego uderzenia. A pociąg nie jeździ w tę i z powrotem po to, aby przejechać rysia…

– Te trzy przypadki są tymi, które znamy – mówi M. Tracz. – Ale są też takie, o których nie wiemy. Znika zwierzę, znika obroża telemetryczna…

***

Za zabicie rysia grozi kara dwóch lat więzienia. Jeśli sprawca jest myśliwym, to oczywiście narażony jest na odpowiedzialność i sankcje w związku łowieckim. Jak jednak mówi M. Tracz, istnieje przyzwolenie na tego typu zachowania, o czym świadczy choćby próba ukrycia sprawcy zastrzelenia rysia z lutego. Koło zamiast współpracować z policją i samemu ustalić sprawcę, stara się go ukryć. To budzi sprzeciw.

far

Od autora: Zacznę od tego, że nienawidzę pisać takich tekstów. Przeraża mnie bezmyślność, głupota, brak empatii i generalnie czyste bestialstwo. Czy są to przypadki odosobnione? Otóż z przerażeniem muszę napisać, że nie. Oto 18 sierpnia do gabinetu R. Lizonia trafił biały kotek. Jak napisał lekarz w komentarzu: „Pewien kotek w miejscowości Jabłonowo w niedzielę jak zwykle wybrał się na wieczorny spacer. Niestety, nie wrócił na kolację. Pomimo natychmiastowych poszukiwań nie udało się go odnaleźć. W środę kotek dowlókł się do domu na trzech łapkach. Natychmiast został dostarczony do gabinetu, gdzie stwierdzono, że został postrzelony z broni kulowej. Podobno w pobliżu ktoś pilnował pola kukurydzy przed dzikami. Pewnie nic się nie działo i było nudno. Pojawił się biały kot, „to se strzelił”… Niestety, kota nie udało się uratować. Ciekawe, jaka jest kwalifikacja takiego czynu? Strzał dla rozrywki czy morderstwo ze szczególnym okrucieństwem? Tłumaczenie będzie jak zwykle: „strzelałem do dzika!!!”. Nieco wcześniej do gabinetu trafił zastrzelony wilk. Zdychał w męczarniach z przestrzeloną łapą, poraniony odłamkami pocisku. Zastrzelonych wilków w ostatnich latach było kilka. Robią to myśliwi, którzy przed kamerami tak pięknie opowiadają o swojej tradycji, o zwyczajach, o miłości do przyrody i zwierząt. Oburzają się na zakaz uczestniczenia dzieci w polowaniach. Oburzają się, kiedy ktoś nazywa ich bandytami. Ale czym, jeśli nie bandytyzmem, jest mordowanie bezbronnych, będących pod całkowitą ochroną zwierząt?

Zły wizerunek łowiectwa nie zmieni się w oczach społeczeństwa dopóty, dopóki sami myśliwi będą tolerować takie zachowania. A tolerują…