Mecz i wynik do zapomnienia

Hutnik Szczecin – Orzeł Wałcz 4-0 (3-0)

Orzeł: Pająk (46′ Kubik) – Riccio, Wesołowski (46′ Machnicki), Hermanowicz, Trzmiel – Kowalczuk, Popiołek, Burak (46′ Steciak), Mularczyk, Kowalik (46′ Cerazy) – Tomczak (77′ Moskwa).

W trzeciej kolejce rundy jesiennej wałecki Orzeł przegrał swój pierwszy mecz, wyraźnie ulegając 4-0 Hutnikowi w Szczecinie. Porażki są nieodłączną częścią futbolu, ale bardziej martwi styl, w jakim wałczanie przegrali z drużyną ze stolicy województwa. Wyprawa do Szczecina okazała się dla piłkarzy Orła najpierw pechowa, a na koniec po prostu nieudana.

Już w trakcie tygodnia stało się jasne, że wałczanie będą musieli poradzić sobie bez swojego podstawowego bramkarza – Edwin Odolczyk stracił bowiem w pracy kawałek palca, co oczywiście wykluczało go z udziału w sobotnim (20 sierpnia 2022 r.) meczu, a termin jego powrotu między słupki zależy od tempa gojenia się rany. Niewykluczone, że podstawowy bramkarz Orła wybiegnie na boisko już w sobotnim (27 sierpnia) spotkaniu z Mechanikiem Bobolice, ale to na razie nic pewnego. Strata Edwina Odolczyka jest dla zespołu tym bardziej dotkliwa, że w dwóch pierwszych meczach sezonu wałecki golkiper dzięki specjalistycznym zajęciom z trenerem bramkarzy Orła Krzysztofem Bartosikiem spisywał się bardzo dobrze. Popełnił w zasadzie tylko jeden błąd, który skutkował utratą bramki w inauguracyjnym spotkaniu z Gavią w Choszcznie, ale potem wielokrotnie ratował swój zespół przed utratą gola.

O tym, jak cenna jest obecność Odolczyka między słupkami, obecna w Szczecinie grupa największych fanów Orła, a także prezes Adam Łukaszewicz mogli się przekonać już w 6. minucie meczu z Hutnikiem, kiedy gospodarze egzekwowali rzut rożny z lewego narożnika boiska. Dośrodkowana w kierunku bramki piłka przeleciała nad głowami zawodników obydwu zespołów oraz bramkarza Orła Jarosława Pająka i pofrunęła w kierunku dalszego słupka, gdzie spadła wprost na głowę wyróżniającego się w zespole Hutnika Daniela Augusto, a ten dopełnił formalności i z kilku metrów posłał piłkę do siatki. Był to efekt nie tylko braku czujności formacji defensywnej Orła, ale słabej postawy prawie całego zespołu, który kiepsko wszedł w ten mecz, a potem było tylko gorzej.

Rozochoceni szybkim objęciem prowadzenia gospodarze nie zamierzali poprzestawać na jednobramkowej zdobyczy. W 9 minucie przeprowadzili groźną akcję lewą stroną, zakończoną jednak przez obrońców Orła. W 13 minucie już wyraźnie zapachniało drugim golem dla gospodarzy – po zbyt krótkim wybiciu piłki z pola karnego hutnicy przejęli piłkę w okolicy 25 metra, wprowadzili piłkę w pole karne gości i zakończyli kontrę strzałem z 14 metrów, który ominął ręce bezradnego Pająka, ale na szczęście wylądował na słupku. Zaledwie dwie minuty później obrońcy Orła dość biernie przyglądali się rajdowi z piłką przy nodze w wykonaniu piłkarza Hutnika, który zdecydował się na strzał z 16 metrów, który zatrzymał się na poprzeczce bramki gości.

W 29 minucie miejscowi niestety dopięli swego. Po kolejnej akcji lewą stroną boiska skrzydłowy Hutnika dośrodkował na dłuższy słupek, gdzie czekał Japończyk Ryu Ueno. Ten spokojnie opanował piłkę i idealnym podaniem obsłużył Daniela Augusto, który półgórnym, mocnym strzałem z 10 metrów po raz drugi tego dnia bez problemu pokonał Pająka.

Później miejscowi trochę spuścili z tonu, ale piłkarzom Orła gra się wyraźnie nie kleiła i nie byli w stanie poważniej zagrozić bramce szczecinian. Za to w 33 minucie Pająk nogami obronił strzał z bliska w wykonaniu jednego z piłkarzy Hutnika, który – jak się okazało – i tak był na pozycji spalonej. Pierwszą groźniejszą akcję piłkarzom Orła udało się skonstruować dopiero w 36 minucie. Popiołek zagrał długą, dokładną piłkę do Kowalczuka, który popisał się przyjęciem ze zwodem, ale kiedy przymierzał się do strzału – obrońca Hutnika zdjął mu piłkę z buta.

Nieporadność piłkarzy Orła idealnie pokazała sytuacja z 39 minuty, kiedy piłkę po kolejnym niecelnym podaniu przejął Daniel Kowalczyk z Hutnika. Szczeciński piłkarz, praktycznie nieatakowany przez żadnego z piłkarzy gości, przebiegł z piłką przy nodze przez 70 metrów, wbiegł w pole karne i mocno uderzył pod poprzeczkę bramki bezradnego w tej sytuacji Pająka.

W Szczecinie powoli zaczęło się zanosić na pogrom gości, którzy w końcówce pierwszej połowy powinni stracić kolejnego gola, ale zawodnik Hutnika po precyzyjnym podaniu z 2 metra strzelił obok słupka. Tuż przed zmianą stron jeden z piłkarzy miejscowych wykazał się kompletną nieodpowiedzialnością, dwukrotnie w odstępie jednej minuty (44′ i 45′) faulując piłkarzy Orła. Ponieważ każde z tych przewinień kwalifikowało się do ukarania żółtą kartką, więc w konsekwencji M. Kuzio musiał opuścić boisko, a jego zespół już do końca grał w osłabieniu.

Nie wpłynęło to jednak zasadniczo na obraz gry w drugiej połowie. Nie zmieniło go również wprowadzenie po przerwie przez trenera M. Łyjaka aż czterech zmian, co było podyktowane m.in. koniecznością utrzymania limitu obecności na boisku minimum dwóch młodzieżowców. Pająka zmienił junior Kubiak, w miejsce słabo wyglądającego w tym meczu Kowalika wszedł Cerazy, Buraka zastąpił drugi napastnik Steciak, a Wesołowski zwolnił miejsce dla Machnickiego. Wałczanie zaczęli wprawdzie grać trochę energiczniej, ale nijak nie przekładało się to na okazje strzeleckie, o golach nie wspominając.

Chyba, że mowa o golu dla miejscowych, bo w 58 minucie po rzucie rożnym Kubiak zbyt krótko wypiąstkował piłkę, która spadła prosto na głowę stojącego kilka metrów od bramki piłkarza Hutnika, a ten spokojnie umieścił ją w siatce.

Piłkarze Orła nie wierzyli już chyba w możliwość wywiezienia ze Szczecina choćby jednego punktu, ale nie zrezygnowali z prób strzelenia przynajmniej honorowej bramki. Tyle, że ambicja to jedno, a dyspozycja dnia to coś zupełnie innego. Tak naprawdę przyjezdni wypracowali sobie jedną dogodną okazję do strzelenia gola, ale w 63. minucie po składnej (wreszcie!) akcji i mocnym strzale Popiołka piłkę z linii bramkowej wybił obrońca Hutnika. Za to miejscowi mogli, a nawet powinni pokusić się o strzelenie jeszcze dwóch goli. W 66. minucie hutnicy wyprowadzili szybką kontrę. Już w polu karnym jeden z piłkarzy Hutnika oszukał zwodem Trzmiela, ale oddany w czystej sytuacji strzał zatrzymał się na słupku. W 88. minucie błąd w środku pola popełnił Riccio, a skrzydłowy Hutnika łatwo minął również Hermanowicza i zagrał wzdłuż bramki. Na szczęście dla gości – strzał okazał się niecelny.

Po występie w Szczecinie w grze piłkarzy Orła trudno doszukać się zbyt wielu pozytywów – cały zespół zagrał poniżej swojego normalnego poziomu, choć także trzeba dodać, że wałczanie trafili na dobrze dysponowanego rywala. Być może mecz potoczyłby się inaczej, gdyby nie szybko stracona bramka, ale stało się tak, jak się stało. W wałeckim zespole na tle kolegów stosunkowo najlepiej zaprezentowali się Hermanowicz i Popiołek, ale i w ich grze nie brakowało błędów. Występ pozostałych wałeckich piłkarzy najlepiej będzie przemilczeć.

Z wyraźnej porażki w Szczecinie na pewno nie ma powodu robić tragedii, jednak warto wyciągnąć z niej wnioski. Podstawowy jest taki, że pompowanie balonika oczekiwań na początku sezonu nie ma żadnego sensu, bo tak naprawdę nadal nie wiadomo, na co stać wałecki zespół. Póki co – wygląda na to, że Orzeł z każdym może wygrać (no, może poza jednym czy dwoma wyjątkami…), ale niespodziewane porażki też będą mu się czasem przytrafiać. Ważne, żeby podopieczni trenera Łyjaka w każdym meczu prezentowali maksimum swoich aktualnych możliwości i zaangażowania, a wyniki przyjdą same.

Okazja do zatarcia złego wrażenia nadarzy się już w najbliższą sobotę 27 sierpnia, kiedy wałczanie o godz. 16.00 podejmą na swoim stadionie beniaminka 4. ligi – Mechanika Bobolice. W dotychczasowych występach goście uzbierali 3 punkty, a swój ostatni mecz przegrali 4-1 z Flotą Świnoujście (u siebie). Działacze Orła serdecznie zapraszają wałeckich kibiców na trybuny stadionu. Szczególnie mile widziane będą całe rodziny z dziećmi – zarówno na najmłodszych, jak i na ich rodziców czekać będzie wiele atrakcji. A wałeckim piłkarzom z pewnością też przyda się gorący doping!

tc

Tabela po 3. kolejce