Im strzelać nie kazano?

You are currently viewing Im strzelać nie kazano?

Orzeł Wałcz – Hutnik Szczecin 0-1 (0-0)
Orzeł: Odolczyk – Resiak, Wesołowski, Burak, Riccio – Kowalczuk (75′ Haraj), Popiołek, Cerazy, Gałosz, Pawlisz (75′ Kowalik) – Wojciechowski.

Po stojącym na niezłym poziomie meczu, w którym Orzeł na pewno nie był zespołem gorszym od sąsiadującego z nim w tabeli Hutnika Szczecin, wałczanie musieli przełknąć gorycz porażki. Szkoda straconych punktów, bo Orzeł w pozostałych do zakończenia rozgrywek spotkaniach ma jeszcze coś do udowodnienia. Choćby prawdziwość powiedzenia, że prawdziwych facetów ocenia się i po tym, jak zaczynają, i po tym, jak kończą.

Sobotni (7 maja) mecz znów nie cieszył się nadmiernym zainteresowaniem kibiców, których na trybunach wałeckiego stadionu zasiadła zaledwie garstka. Wśród nich – choć nie na trybunach – byli także Konrad Trzmiel, który po raz kolejny pauzował za nadmiar żółtych kartek, oraz Marek Hermanowicz, który w 1. połowie zremisowanego meczu z rezerwami Błękitnych w Stargardzie nabawił się kontuzji pachwiny. Według kapitana Orła uraz wydawał się dość groźny, ale po kilku dniach ból zaczął ustępować i filar wałeckiej defensywy jest optymistą jeśli chodzi o termin swojego powrotu na boisko.
Na środku obrony zagrali w sobotę Wojciech Wesołowski i Cezary Burak i od razu trzeba napisać, że ich wspólny występ wyglądał całkiem nieźle. Grający dopiero drugi raz (po drugiej połowie w Stargardzie) w tym ustawieniu piłkarze dobrze się uzupełniali i na ogół spokojnie kasowali próby ataków w wykonaniu gości. Do poziomu swoich kolegów dostroili się również Marcin Resiak i Vinzenzo Riccio, choć zwłaszcza ten drugi miał sporo pracy z upilnowaniem szybkiego i silnego Daniela Augusto. Cała wspomagana przez pracowitego jak mrówka Damiana Gałosza formacja defensywna długo spisywała się w tym meczu bez zarzutu.
Nienajgorzej w wykonaniu piłkarzy Orła wyglądała również ofensywa. Dużą ochotę do gry wykazywał grający na pozycji cofniętego napastnika Jakub Cerazy, który mniej może wspomagał wysuniętego Bartosza Wojciechowskiego, za to częściej dublował na skrzydłach Patryka Kowalczuka i Macieja Pawlisza. Co do tego ostatniego, to czas chyba zacząć doceniać zalety tego młodego piłkarza, a nie koncentrować się na jego wadach – on oczywiście ma nad czym pracować, ale ambicji i zaangażowania odmówić mu nie można, a w obecnej sytuacji kadrowej zespołu okazuje się trudny do zastąpienia.
Wracając do meczu – w pierwszej połowie nie obfitował on może w sytuacje podbramkowe, ale toczył się w dość żwawym tempie, przy lekkiej przewadze Orła. Miejscowi nie ustępowali „hutnikom” w środku pola, dość często i z powodzeniem próbowali wysokiego pressingu, ale ich akcjom brakowało wykończenia. Najlepszą okazję do objęcia prowadzenia gospodarze mieli w 18 minucie, kiedy po rzucie rożnym i sytuacyjnym strzale głową Vinzenzo Riccio piłka trafiła w poprzeczkę bramki gości. Później w 18 minucie Kowalczuk obsłużył dokładnym podaniem wbiegającego na 5 metr Wojciechowskiego, który zwodem na zamach zgubił obrońcę Hutnika, ale próbę strzału zablokował kolejny defensor.
W 36 minucie wałczanie zorganizowali szybką akcję. Grający z meczu na mecz coraz lepiej Daniel Popiołek zagrał długą piłkę za plecy obrońców do Wojciechowskiego, ale strzał napastnika Orła z 14 metrów po raz kolejny został zablokowany.
Więcej okazji do zmiany wyniku w pierwszych 45 minutach już nie było.
Hutnik pokazał się w tym okresie meczu z niezłej strony. Szczecińscy piłkarze górowali nad gospodarzami warunkami i siłą fizyczną, nikomu z nich piłka nie przeszkadzała w grze. Swoje akcje rozgrywali na dużej szybkości, ale brakowało im wykończenia – bramkarz Orła Edwin Odolczyk najwięcej pracy miał przed przerwą z przynoszeniem futbolówek, które po niecelnych strzałach zawodników Hutnika nie trafiały nawet w piłkochwyt. Orzeł wyglądał na tym tle trochę lepiej, ale w grze miejscowych brakowało konkretów.
Po zmianie stron na boisku niewiele się zmieniło. Goście główny ciężar swojej gry oparli na zabezpieczeniu dostępu do swojej bramki i poza nielicznymi wyjątkami, wywiązywali się z tego zadania bardzo dobrze. Do wspomnianych wyjątków należy zaliczyć niezły strzał z powietrza oddany przez Cerazego, ale spokojnie wyłapany przez bramkarza Hutnika. W 69 minucie na kolejną próbę strzału z dystansu zdecydował się Popiołek, jednak piłka leciała zbyt blisko środka bramki i golkiper gości złapał ją bez większego wysiłku.
Wynik meczu rozstrzygnął się w 72 minucie. Goście przeprowadzili wtedy akcję prawą stroną boiska – ani lepszą, ani gorszą od kilku poprzednich. Tym razem jednak futbolówka trafiła do nadbiegającego Karmana, który zdecydował się na strzał z 16 metrów. Piłka zahaczyła jeszcze o but próbującego zablokować to uderzenie obrońcy Orła i poza zasięgiem interweniującego Odolczyka wpadła do siatki przy lewym słupku bramki Orła.
Gospodarzom zostało jeszcze 18 minut na to, by przynajmniej doprowadzić do remisu, jednak to goście w 78 minucie bliżsi byli podwyższenia wyniku. Na szczęście próba uderzenia z pola karnego została ofiarnie zablokowana przez obrońców. Grający „na musiku” Orzeł atakował, ale przypominało to bardziej bicie głową w mur, niż przemyślane akcje. Niewiele pomogło ani wprowadzenie na boisko Kacpra Haraja i Karola Kowalika w miejsce Kowalczuka i Pawlisza, ani wycieczki Odolczyka w pole karne Hutnika przy stałych fragmentach gry – wynik aż do końca już się nie zmienił.
Po tej porażce Orzeł znalazł się na 10. miejscu, a w najbliższą sobotę czeka go mecz z kolejnym sąsiadem w tabeli – Olimpem w Gościnie. Mimo, że wałczanie rozgrywają najlepszy sezon od awansu do 4. ligi – przy ewentualnej porażce w następnej kolejce ich przewaga nad kandydującymi do spadku zespołami może stać się mało komfortowa. Na tę chwilę wygląda na to, że z III ligi spośród zachodniopomorskich klubów spadnie tylko Kluczevia, a gdyby tak się stało, to z IV ligi będzie 5 spadkowiczów. Póki co, nic jednak nie jest jeszcze przesądzone… tc