Spieszył się do mamy…

Spieszył się do mamy…

Pościg policjantów ze Złotowa, Jastrowia, a potem także Wałcza za Mercedesem, który nie zatrzymał się do kontroli, zakończył się… na drzewie przy trasie Wałcz – Chwiram. Uciekający, po przejechaniu przez cały Wałcz, w tym na czerwonych światłach koło Kauflandu, nie opanował auta i uderzył w drzewo. Obecnie przebywa w 107 Szpitalu Wojskowym.

Znamy nieco więcej szczegółów zdarzenia, do którego doszło 9 czerwca wieczorem. Mercedes na niemieckich tablicach rejestracyjnych nie zatrzymał się do kontroli drogowej na terenie powiatu złotowskiego. Dokładniej, zareagował na sygnały, zjechał we wskazane przez policjantów miejsce, ale kiedy funkcjonariusze dochodziło do samochodu, ruszył szybko i uciekł. W ślad za nim ruszyły dwa radiowozy ze Złotowa, do których dołączył potem kolejny z Jastrowia. Kiedy było wiadomo, że samochód zmierza w kierunku Wałcza, poinformowano o tym dyżurnego KPP Wałcz.

– Policjanci starali się zatrzymać samochód na Wojska Polskiego – mówi oficer prasowy KPP Wałcz, asp. Beata Budzyń. – Nie zareagował na sygnały i nie zatrzymał się do kontroli.

Pędzący Mercedes – stwarzając poważne zagrożenie dla innych uczestników ruchu – przejechał przez Wojska Polskiego (koło Kauflandu na czerwonych światłach), Tysiąclecia (na rondzie podobno zrobił pełne okrążenie) i wyjechał w końcu w kierunku Trzcianki. W okolicach Chwiramu w pewnym momencie nie opanował samochodu i uderzył w drzewo.

– Kierowca był przytomny po wypadku – mówi asp. B. Budzyń. – Straż musiała rozcinać blachy, aby wydobyć go z rozbitego samochodu. Mówił, że spieszył się do mamy, ale nie wiem, czy można te wyjaśnienia brać poważnie. Trafił do szpitala. W chwili obecnej jest nieprzytomny, utrzymywany w śpiączce farmakologicznej.

Policja ustala, czy kierujący jest na pewno osobą, za którą się podaje. Samochód był na niemieckich blachach i nie było zgłoszenia o jego kradzieży. Mężczyzna mówił po Polsku, ale dokumenty, jakie znaleziono przy nim są na osobę o niemieckim imieniu i nazwisku. Dlatego policja weryfikuje tożsamość.

W komentarzach, jakie od wczoraj pojawiają się na portalach społecznościowych, wiele mówi się o małej stanowczości policji. Internauci sugerują, że nie powinno się dopuścić do tego, aby samochód wjechał do miasta. Powinno się zatarasować mu drogę, zrobić blokadę czy rozłożyć kolczatki.

– Niestety życie to nie jest film – tłumaczy asp. B. Budzyń. – Są ściśle określone zasady użycia kolczatki. To nie jest tak, że przed każdym samochodem, jaki nie zatrzymał się do kontroli rzuca się kolczatkę. Samochód nie był kradziony, a przynajmniej nie było takiego zgłoszenia. Nie było podejrzeń, że porusza się nim groźny przestępca. Policjanci postępowali zgodnie z przepisami. Najważniejsze w tym zdarzeniu jest to, że nie ucierpiały osoby trzecie.

er-o

Ten tekst ma 1 komentarz

Dodaj komentarz