Lis jest dziki

Lis jest dziki

Marta Tamm ma wielkie serce i talent do fotografowania dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku. Jak udaje jej się zobaczyć to, co dla innych jest niewidoczne?

Gdzie wypatrzyłaś lisią rodzinę?
– Dokładnej lokalizacji, ze względu na bezpieczeństwo zwierzaków, nie zdradzę. Powiem tylko, że jest to w miejscu, w którym ludzie nie kręcą się tłumami. W tamtej okolicy jest wiele nor, ale nie wszystkie są czynne. Po sąsiedzku z lisami mieszkają też borsuki i jenoty.

Jak trafiłaś na lisi ślad?
– Przy lisich norach, jeśli są zamieszkane, zazwyczaj trudno o porządek. Dookoła można zobaczyć odchody, resztki jedzenia, pióra, kości… tak też było w tym wypadku. Kolejny krok to ustalić godziny, w których młode opuszczają norę.

Co zrobić, żeby ich nie spłoszyć?
– Małe liski łatwo jest podejść, a ciut starsze uciekają szybko, jak tylko wyczują lub zobaczą człowieka. Najlepiej zachować spory dystans. Nie wolno ich straszyć, łapać i kręcić się zbyt blisko nor. Lisy i jenoty są wyjątkowo wrażliwe na obecność człowieka. Czasem nawet taka jednorazowa obserwacja może spowodować, że matka przeniesie młode do innej kryjówki, która niekoniecznie będzie tak bezpieczna jak poprzednia.

Zdradź swój przepis na udane zdjęcie dzikiej przyrody.
– Sama chciałabym go poznać (śmiech). A tak na poważnie, myślę, że kluczowy jest strój, kamuflaż, żadnych perfum i najlepiej czołgać się pod wiatr.

Dziękuję za rozmowę.
Justyna Chruścicka